Dziennik z motocyklowej pętli Pai: 762 zakręty, jedna zła decyzja, zero żalu
Liczba jest rzucana tak często — 762 zakręty między Chiang Mai a Pai — że przestaje cokolwiek znaczyć, aż jesteście na zakręcie 140-którymś, z bolącym nadgarstkiem, a ciężarówka załadowana durianem nadjeżdża z przeciwka na zakręcie bez pobocza. Wtedy ta liczba staje się prawdziwa. Jechaliśmy nią na wynajętej Hondzie Click, oboje na jednym motocyklu, przez trzy dni pod koniec stycznia, i to szczera wersja, nie taśma highlightów.
Odebraliśmy motocykl ze sklepu blisko Chang Phueak Gate wieczorem wcześniej, głównie dlatego, że nasz przewodnik po wynajmie samochodu i skutera w Chiang Mai już wcześniej odwiódł nas od najtańszej opcji — sklepu bez kasków na wystawie i kaucji, która wymagała oddania paszportu. Miejsce, z którego skorzystaliśmy, chciało Międzynarodowego Prawa Jazdy, zrobiło zdjęcia istniejących zarysowań motocykla z nami stojącymi obok niego, i pobrało 200 THB (około 5,50 USD) dziennie za 125cc automatyczny z dwoma pełnymi kaskami w cenie. Ta papierologia wydawała się nużąca o 18:00 wieczorem przed budzikiem o 3 nad ranem, ale to różnica między zwrotną kaucją a naprawdę złym popołudniem przy ladzie wypożyczalni, gdy wrócicie.
Wyjazd zanim songthaewy się obudzą
Wyjechaliśmy z Chiang Mai o 6:15, co z perspektywy czasu było pojedynczą najlepszą decyzją podróży. Pierwsze 40km w stronę Mae Rim są płaskie, szybkie i pełne ciężarówek; do momentu, gdy droga zaczyna wspinać się za Mae Malai, zakręty zaczynają się na dobre, a ruch przerzedził się niemal do zera. Jeśli czytaliście cokolwiek o opcjach transportu z Chiang Mai do Pai, będziecie wiedzieć, że minivan pokonuje ten sam odcinek w mniej niż trzy godziny, zamknięte okna, torebki na chorobę lokomocyjną w kieszeni siedzenia. My zajęliśmy pięć i pół, i każda dodatkowa godzina była sensem tego wszystkiego.
Numer drogi to 1095, i zasługuje na swoją reputację w pierwszej godzinie za punktem kontrolnym w Mae Malai. Zakręty nie są łagodnymi, szerokimi łukami — są ciasne, ślepe i ułożone jeden za drugim przez kilometry, wspinając się przez sosnowy las, który pachnie jak nic innego w północnej Tajlandii. Gdzieś koło słupka kilometrowego 40 przestaliśmy liczyć i po prostu jechaliśmy. To szczera rada, o której nikt nie mówi w materiałach marketingowych: nie próbujcie trafiać każdego zakrętu szybko. Radość tej drogi jest w rytmie, nie w prędkości.
Przystanek na paliwo, którego prawie nie było
Małe wyznanie: nie sprawdziliśmy wskaźnika paliwa wystarczająco dokładnie, wyjeżdżając z Mae Malai, i przy małej wiosce przed wodospadem Mok Fa igła flirtowała z pustym zbiornikiem, bez żadnej stacji w zasięgu wzroku przez to, co mapa twierdziła, że jest kolejnymi 15km wspinaczki. Skończyliśmy kupując dwa litry z przydrożnego stoiska — plastikowa butelka, lejek, i kobieta, która wyraźnie radzi sobie z dokładnie tą paniką od zagranicznych motocyklistów co tydzień — za 60 THB. To scena, która powtarza się na całej trasie: nieformalne stacje paliwa w szklanych butelkach po Sang Som, wycenione nieco powyżej stawki pompy, i warte każdego bahta, gdy jesteście tym, komu kończy się paliwo na kilometrze 55.
Lekcja wyciągnięta i przekazana dalej za darmo: zatankujcie do pełna w Mae Malai, nawet jeśli zbiornik wygląda na w połowie pełny, ponieważ odcinek po tym ma prawdziwe luki.
Kanion Pai w złym czasie i we właściwym
Dotarliśmy do Pai trochę po południu, zameldowaliśmy się w guesthouse’ie po stronie rzeki miasteczka, i popełniliśmy klasyczny błąd nowicjusza, jadąc prosto do Pai Canyon w płaskim, mglistym południowym świetle. Było gorąco, tłoczno od jednodniowych turystów, którzy przyjechali trasą wycieczkową z Chiang Mai, a spacer wzdłuż wąskiego grzbietu kanionu wydawał się bardziej kolejką niż przygodą. Wróciliśmy następnego wieczoru na zachód słońca zamiast, i było to zupełnie inne miejsce — złote światło na erodowanych czerwonoziemnych graniach, może tuzin osób łącznie, cisza poza wiatrem. Jeśli zrobicie kanion tylko raz, zróbcie go o 17:00, nie w południe.
Samo miasteczko dzieli opinie z dobrego powodu. Nocna ulica handlowa Pai jest naprawdę zabawna na jedną wizytę — na żywo grana muzyka wylewająca się z bambusowych barów, targ z jedzeniem z prawdziwą północnotajską kuchnią obok stoisk z bananowymi naleśnikami — i naprawdę powtarzalna trzeciej nocy. Dwie noce wydawały się nam odpowiednie. Trzy byłyby o jedną za dużo.
Gorące źródła i wolny drugi dzień
Nasz drugi pełny dzień w Pai wcale nie dotyczył kanionu — dotyczył robienia niemal nic, co po pięciu i pół godziny jazdy dzień wcześniej wydawało się właściwą decyzją. Pojechaliśmy krótkie 8km do jednego z basenów gorących źródeł za miastem późnym rankiem, spodziewając się czegoś turystycznego i przewartościowanego, i zamiast tego znaleźliśmy skromny, lokalnie prowadzony basen z opłatą wstępu 100 THB i może piętnastoma innymi gośćmi, głównie tajskimi rodzinami, a nie tłumem backpackerów, którego się spodziewaliśmy. Woda miała gdzieś około 40°C, na tyle gorąca, żeby czuć się lecznicza, a nie tylko ciepła, i spędziliśmy blisko dwie godziny nie robiąc nic poza moczeniem się i obserwowaniem pary unoszącej się z powierzchni w chłodniejszym południowym powietrzu na wysokości.
To wolne tempo miało większe znaczenie, niż brzmi. Jazda krętymi górskimi drogami przez godziny to specyficzny rodzaj zmęczenia — nie wyczerpujący w oczywisty sposób, ale niskiej klasy napięcie w ramionach i przedramionach, które narasta, zanim zauważycie, aż w końcu przestajecie zaciskać dłonie na kierownicy. Każdy planujący tę samą trasę powinien zbudżetować co najmniej jeden pełny dzień bez niczego zaplanowanego w Pai, zamiast próbować wcisnąć kanion, wodospady, gorące źródła i ulicę handlową w jeden dwudziestoczterogodzinny postój. Pierwotnie planowaliśmy dwie noce z pełniejszym planem i skończyliśmy tnąc połowę naszych planów tylko po to, żeby usiąść w miejscu, i żadne z nas tego nie żałowało.
Objazd do Chiang Dao w drodze powrotnej
Zamiast jechać pełną 1095 prosto z powrotem do Chiang Mai naszego ostatniego dnia, zrobiliśmy lekki objazd przez Chiang Dao, dzieląc podróż powrotną na krótszą, mniej wyczerpującą jazdę i dodając przystanek przy systemie jaskiń, którego żadne z nas pierwotnie nie planowało. Okazało się to jedną z lepszych spontanicznych decyzji całej podróży — chłodniejsze podziemne komory jaskini były mile widzianą przerwą od południowego upału, a góra górująca nad miasteczkiem dała nam jeszcze jedno naprawdę dramatyczne tło przed powrotem na płaskie drogi prowadzące do miasta. Jeśli robicie tę trasę i macie elastyczny dodatkowy pół dnia, wbudowanie przystanku w Chiang Dao, zamiast traktowania odcinka powrotnego jako jednego nieprzerwanego pchnięcia, jest warte objazdu.
Co spakowalibyśmy inaczej następnym razem
Kilka praktycznych lekcji wartych przekazania wprost, ponieważ żaden z ogólnych przewodników pakowania, jakie czytaliśmy wcześniej, nie omawiał ich konkretnie. Buff albo lekki szal, który można podciągnąć nad nos i usta, zrobił prawdziwą różnicę przeciwko kurzowi i owadom przy prędkości, bardziej niż którekolwiek z nas oczekiwało przed podróżą. Suchy worek albo przynajmniej solidna plastikowa wyściółka na cokolwiek w schowku pod siedzeniem motocykla jest warta kilku dodatkowych dolarów — nieoczekiwana popołudniowa ulewa drugiego dnia przemoczyła zwykłą torbę i zostawiła nieczytelną książkę w miękkiej oprawie. I mimo dziennego upału, spadek temperatury po zmroku na wysokości Pai jest na tyle realny, że porządna lekka kurtka, nie tylko koszulka, zrobiła różnicę między komfortowym wieczorem na ulicy handlowej a niekomfortowo chłodnym.
Z perspektywy czasu spędzilibyśmy też mniej czasu martwiąc się o trafienie w każdy oznaczony punkt widokowy na trasie, a więcej po prostu zatrzymując się tam, gdzie droga akurat się otwierała na niezły widok — niektóre z naszych ulubionych nieplanowanych przystanków to zjazdy bez nazwy i bez oznaczeń, po prostu szerokie pobocze i widok na dolinę, który akurat złapał dobre światło, gdy przejeżdżaliśmy.
Droga, której nie wzięliśmy
Rozważaliśmy kontynuowanie do Mae Hong Son, żeby dokończyć pełną pętlę, i jeśli ważycie tę decyzję, nasz przewodnik po pętli Mae Hong Son uczciwie rozkłada, co ten dodatkowy odcinek kosztuje w zakrętach (ponad 1800 według niektórych liczeń) i czasie. Nie mieliśmy na to dni tej podróży, a zawrócenie do Chiang Mai po Pai zamiast kontynuowania nie było porażką — było właściwą decyzją na długi weekend, a nie tydzień. Jeśli decydujecie między jednodniową wycieczką do Pai a noclegiem, to osobne pytanie warte przeczytania w naszym porównaniu Pai jednodniowo kontra na noc; dla nas samodzielna jazda uczyniła opcję z noclegiem jedyną sensowną, ponieważ zrobienie tych zakrętów dwa razy w jeden dzień bez snu brzmiało jak naprawdę zły pomysł.
Dla podróżnych, którzy woleliby pominąć negocjacje przy butelce paliwa i jechać jako pasażer zamiast zaciskać dłonie na kierownicy samemu, opcja prywatnego samochodu istnieje i to nie kompromis — to po prostu inna podróż:
Jednodniowa wycieczka do highlightów Pai prywatnym samochodem z Chiang MaiPowrót
Jazda 1095 na południe, w stronę Chiang Mai, to naprawdę inne doświadczenie niż jazda nią na północ — zakręty, które wydawały się zastraszające w drodze w górę, wydają się niemal znajome w drodze w dół, głównie dlatego, że wasze ciało nauczyło się rytmu wchodzenia w ślepe zakręty bez widzenia wyjścia najpierw. Wyjechaliśmy z Pai o 7:00, żeby wyprzedzić zarówno upał, jak i vany turystyczne, a do momentu, gdy dotarliśmy z powrotem do punktu kontrolnego Mae Malai, przestaliśmy się wzdrygać na nadjeżdżające ciężarówki. Ta adaptacja — z napięcia do niemal rozluźnienia — to, bardziej niż kanion, wodospady czy ulica handlowa, faktyczna pamiątka z tej jazdy.
Czy zrobilibyśmy to jeszcze raz na wynajętym motocyklu zamiast minivanem czy prywatnym samochodem? Tak, bez wahania, ale z dwoma zastrzeżeniami, których w pełni nie doceniliśmy wcześniej. Pierwsze: to nie droga dla początkujących. Jeśli nigdy nie jeździliście motocyklem po górskich serpentynach, trzy dni to nie wystarczająco czasu, żeby się nauczyć na trasie z prawdziwymi urwiskami i zerowymi barierkami w miejscach. Drugie: pora deszczowa znacząco zamyka tę opcję — ryzyko osuwisk i mgła na przełęczach czynią z tego jazdę tylko w dobrą pogodę, co jest jednym powodem więcej, dla którego wybraliśmy koniec stycznia. Jeśli sprawdzacie, czy wasze daty podróży się zgadzają, nasz przewodnik po porze deszczowej dla Chiang Mai i przegląd najlepszego czasu na odwiedziny oba omawiają, dlaczego listopad-luty to okres, w którym ta droga ma najwięcej sensu.
Wróciliśmy do Chiang Mai o 15:00, oddaliśmy motocykl z tymi samymi zarysowaniami, z jakimi wyjechaliśmy, plus jednym, do którego musieliśmy się przyznać (krawężnik, nie zakręt, żenująco), dostaliśmy kaucję z powrotem w całości i spędziliśmy wieczór nie ruszając się z jednego miejsca w restauracji nad rzeką. Trzy dni, mniej więcej 480 THB opłat za wynajem dziennie wliczając paliwo, i droga, która żyje zgodnie ze swoją liczbą — tylko nie w taki sposób, w jaki sugeruje marketing. Nie chodzi o pokonanie 762 zakrętów. Chodzi o naukę, żeby przestać je liczyć.
Powiązane artykuły

Pai
Bohemiczne górskie miasteczko 3-3,5 h od Chiang Mai krętą drogą — zachody słońca w kanionie, gorące źródła, nocne targi i dlaczego wymaga noclegu.

Chiang Dao
Wapienna jaskinia pod trzecim najwyższym szczytem Tajlandii, 1,5 godziny od Chiang Mai — oświetlone komory, korytarze z przewodnikiem z lampą, gorące

Mae Hong Son
Mglista prowincja na północnym zachodzie Tajlandii — pętla, świątynie nad jeziorem, most Su Tong Pae i szczera ocena wizyt w wioskach Długoszyich.

Transport z Chiang Mai do Pai: minivan, prywatny samochód czy motor
Jak dostać się z Chiang Mai do Pai: minivan z dworca Arcade, prywatny samochód i szczera prawda o samodzielnej jeździe po górskiej drodze z 762 zakrętami.

Wynajem motocykla w Chiang Mai: licencjonowanie, ubezpieczenie i realia
Wynajem motocykla lub skutera w Chiang Mai — prawdziwe wymagania licencyjne, luki ubezpieczeniowe, oszustwa z kaucją do unikania i uczciwe realia

Wycieczka jednodniowa do Pai kontra nocleg
Czy można odwiedzić Pai jako wycieczkę jednodniową z Chiang Mai, czy droga z 762 zakrętami wymaga noclegu? Uczciwy podział obu opcji.