Błędy, które popełniliśmy w Chiang Mai (żebyście wy nie musieli)
Nikt nie planuje podróży idealnie, i nie będziemy udawać inaczej. Niektóre z tych błędów kosztowały nas pieniądze, jeden kosztował nas naprawdę niekomfortowe popołudnie, a jednego wciąż jest nam trochę wstyd. Spisujemy je tutaj głównie dlatego, że chcielibyśmy, żeby ktoś powiedział nam wprost, zamiast zakopywać ostrzeżenie na liście „najlepszych porad” pod dziesięcioma innymi ogólnikami.
Prawie zarezerwowaliśmy obóz z jazdą na słoniu zamiast prawdziwego sanktuarium
Wcześnie w naszym planowaniu zarezerwowaliśmy coś, co strona z recenzjami nazwała „sanktuarium słoni”, nie kopiąc głębiej niż nazwa. Dopiero gdy zweryfikowaliśmy operatora na kilku forach, zorientowaliśmy się, że jazda wciąż była częścią pakietu, ubrana w język sanktuarium w marketingu. Anulowaliśmy i zarezerwowaliśmy ponownie u operatora, który jest jasny co do braku jazdy, braku kąpieli-jako-okazji-do-zdjęcia, i słoni uratowanych z wyrębu lub obozów jeździeckich, a nie hodowanych dla turystyki. Kosztowało nas to opłatę za ponowną rezerwację, ale było warte. Jeśli decydujecie między operatorami, nasz szczery argument przeciwko obozom z jazdą i przewodnik po wyborze etycznego sanktuarium przechodzą przez faktyczne sygnały ostrzegawcze, na które trzeba uważać — głównie to, czy jazda, malowanie słoni czy wymuszone „sztuczki” pojawiają się gdziekolwiek w opisie, choćby wspomniane mimochodem.
Małogrupowa wizyta w etycznym sanktuarium słoniNie doceniliśmy, jak wcześnie robi się tłoczno na Doi Suthep
Pojawiliśmy się na Doi Suthep około 10:00, co wydawało nam się rozsądne — w połowie ranka, nie o świcie. Było już wystarczająco ruchliwie, że sytuacja z parkingiem była chaotyczna, a schody z nagami miały prawdziwą kolejkę do zdjęć na górze. Czytaliśmy „idźcie wcześnie” w więcej niż jednym miejscu i mentalnie przetłumaczyliśmy to na „nie za późno”, co było złym odczytem. Wcześnie oznacza faktycznie przed 8:00, jeśli chcecie świątynię z jakąkolwiek przestrzenią do oddechu, zwłaszcza w weekendy, gdy krajowe grupy wycieczkowe przyjeżdżają w sile, i skończyliśmy jadąc tam ponownie innego poranka tylko po to, by dostać spokojniejszą wersję wizyty, którą pierwotnie sobie wyobrażaliśmy.
Wynajęliśmy skuter bez sprawdzenia rzeczywistych wymagań co do prawa jazdy
To błąd, z którego jesteśmy najmniej dumni. Wynajęliśmy skuter na dzień, myśląc, że zwykłe prawo jazdy wystarczy, nie rejestrując, że Tajlandia wymaga Międzynarodowego Prawa Jazdy z adnotacją motocyklową, albo tajskiego prawa jazdy motocyklowego, żeby legalnie nim jeździć — i że większość polis ubezpieczeniowych dla podróżnych wyraźnie wyklucza wypadki skuterowe, jeśli jeździcie bez odpowiedniego uprawnienia. Nic nam się nie stało, co z perspektywy czasu jest dokładnie problemem: uszliśmy na sucho z prawdziwą luką w ochronie, która mogła być finansowo i fizycznie poważna, gdyby się nie udało. Od tego czasu przeczytaliśmy faktyczne zasady porządnie w naszym przewodniku po wynajmie samochodu i skutera, i jeśli zrobimy to jeszcze raz, będzie to z właściwym uprawnieniem załatwionym wcześniej, albo wcale. Wypożyczalnia, warto zaznaczyć, ani razu nie poprosiła o pokazanie adnotacji — co jasno mówi, że wymóg prawny i faktyczna praktyka wypożyczalni to dwie bardzo różne rzeczy.
Zaplanowaliśmy podróż bez sprawdzenia dat sezonu spalania
Wybraliśmy nasze daty podróży wokół cen lotów i rekomendacji znajomego, bez zweryfikowania ich z kalendarzem rolniczego wypalania w regionie. Mieliśmy szczęście — wylądowaliśmy w okresie z lepszą niż przeciętna jakością powietrza jak na tę porę roku — ale to było szczęście, nie planowanie. Każdy, kto leci do Chiang Mai między lutym a kwietniem, powinien konkretnie sprawdzić aktualne warunki i przeczytać nasz przewodnik po sezonie spalania przed zablokowaniem bezzwrotnych rezerwacji, zwłaszcza podróżując z dziećmi lub kimkolwiek z astmą. Znajomy, który odwiedził w następnym roku podczas naprawdę złego tygodnia spalania, opisał widoczność na tyle złą, że widok ze szczytu Doi Suthep był zasadniczo szarą ścianą, co postawiło nasze własne szczęśliwe wyczucie czasu w perspektywie.
Próbowaliśmy targować się na straganie ze stałą ceną i po prostu wyszliśmy na głupich
Targowanie się jest naprawdę częścią kultury zakupów na niektórych targach Chiang Mai, ale nie na wszystkich, i nie znaliśmy tej różnicy na wejściu. Próbowaliśmy negocjować torebkę suszonego mango z wydrukowaną ceną na straganie z wyraźnie wywieszoną metką, i dostaliśmy uprzejme, ale stanowcze „cena stała” w odpowiedzi, co — słusznie — sprawiło, że poczuliśmy się nieco głupio. Faktyczna zasada, jakiej się nauczyliśmy potem: targowanie się jest normalne i oczekiwane na straganach z rękodziełem bez widocznych cen, zwłaszcza na targach takich jak Saturday Walking Street, i bezcelowe (czasem lekko niegrzeczne) wszędzie, gdzie widnieje już wydrukowana cena.
Zbyt późno zarezerwowaliśmy nasze doświadczenie z lampionami Yi Peng
Sprawdziliśmy festiwal lampionów Yi Peng jakieś trzy tygodnie przed naszą podróżą i odkryliśmy, że dobrze oceniane, oficjalnie licencjonowane wydarzenia z wypuszczaniem lampionów były już wyprzedane, zostawiając nas z droższymi opcjami odsprzedaży i jednym operatorem, do którego nie mieliśmy pełnego zaufania. Popularność festiwalu wzrosła do punktu, gdzie legalne bilety na wypuszczenia sprzedają się miesiące, nie tygodnie, wcześniej. Następnym razem sprawdzilibyśmy daty i bilety zaraz po ustaleniu dat podróży, a nie jako refleksję bliżej wyjazdu, i traktowalibyśmy każdą ofertę „gwarantowanej dostępności” na ostatnią chwilę, na którą natrafimy, z prawdziwą podejrzliwością, biorąc pod uwagę, jak napięta jest faktycznie legalna podaż.
Spakowaliśmy się za bardzo na upał i za mało na chłodne wieczory sezonowe
Spakowaliśmy się niemal wyłącznie na dzienny upał i nie mieliśmy nic cieplejszego niż lekka bawełniana koszula na wieczory, co było prawdziwym problemem w chłodne wieczory grudnia, gdy temperatura spadła na tyle, że kupiliśmy tani polar na nocnym targu tylko po to, by komfortowo spacerować po zmroku. To nie była katastrofa, tylko unikalny zakup za 300 THB (mniej więcej 8 USD), którego nieco bardziej staranna lista pakowania by uniknęła.
Zakładaliśmy, że jeden dzień pokryje porządnie świątynie Starego Miasta
Próbowaliśmy zmieścić Wat Phra Singh, Wat Chedi Luang i Wat Chiang Man w jednym popołudniu razem z lunchem i przeglądaniem targu, i skończyliśmy pospieszając przez ostatnią świątynię w sposób, który nie wydawał się wart wizyty. Każda z tych świątyń nagradza wolniejsze tempo, niż im daliśmy — nawet 20 niespiesznych minut na świątynię, z czasem, by faktycznie usiąść gdzieś w ciszy, to znacząco inne doświadczenie niż wersja na szybko, którą zrobiliśmy. Podzielilibyśmy wizyty w świątyniach Starego Miasta na dwa półdnia, gdybyśmy wrócili.
Nie potwierdziliśmy opłaty za tuk-tuka przed wsiadnięciem
Dwa razy wsiedliśmy do tuk-tuka, zakładając, że zastosuje się „normalna” opłata i nie potwierdziliśmy ceny z góry, oba razy kończąc płacąc zauważalnie więcej, niż kosztowałaby ta sama trasa według wyceny Graba. Żaden kierowca nie robił niczego nielegalnego — dla tuk-tuków nie ma wymogu licznika — ale ustalenie ceny przed zamknięciem drzwi (albo poproszenie o wycenę Graba jako benchmark najpierw) zaoszczędziłoby nam realnych pieniędzy przez całą podróż, nie tylko przy tych dwóch przejazdach. Nasz przewodnik po typowych oszustwach omawia to i kilka innych sytuacji cenowych, na które warto uważać, żadna z nich nie jest dokładnie niebezpieczna, po prostu rodzaj drobnego przepłacania, które się sumuje.
Nosiliśmy za dużo gotówki i za mało małych banknotów
Czytaliśmy, że Tajlandia jest w dużej mierze gotówkowa poza dużymi hotelami, i przereagowaliśmy, wypłacając dużą sumę naraz z bankomatu na lotnisku, co wyszło niemal w całości w banknotach 1000 THB. Większość ulicznych straganów, kierowców songthaew i małych sklepów naprawdę ma problem z rozmienieniem tak dużego banknotu na zakup za 40 THB, i spędziliśmy niezręczne pierwsze kilka dni albo przepłacając małych sprzedawców, którzy nie mogli wydać reszty, albo przepraszająco prosząc sklepy o rozmienienie banknotów. Mniejsze, częstsze wypłaty z bankomatu i aktywne szukanie mniejszych nominałów przy pierwszej okazji — zakup w 7-Eleven, większy rachunek restauracyjny — całkowicie by tego uniknęły. Nasz przewodnik po pieniądzach i bankomatach ma szczegóły, które chcielibyśmy przeczytać przed tą pierwszą wypłatą.
Nie zbadaliśmy restauracji-pułapek turystycznych blisko dużych atrakcji
Zjedliśmy nasze pierwsze dwie kolacje w restauracjach dokładnie naprzeciwko dużych atrakcji — jednej blisko Night Bazaar, jednej tuż przy Wat Phra Singh — zakładając, że bliskość zabytku oznacza rozsądną jakość przez skojarzenie. Obie były przeciętne i wycenione zauważalnie powyżej tego, co równoważne jedzenie kosztowało kilka ulic dalej od turystycznego rdzenia. To oczywisty wzorzec z perspektywy czasu, i jeden jasno omówiony w naszym przewodniku po pułapkach turystycznych, ale czytaliśmy tę radę przed podróżą i mimo to daliśmy się nabrać dwa razy w pierwszych 24 godzinach, po prostu z wygody i zmęczenia jet lagiem.
Nie wbudowaliśmy prawdziwego dnia odpoczynku
Zaplanowaliśmy każdy pojedynczy dzień ośmiodniowej podróży z co najmniej jedną główną aktywnością, zakładając, że naturalnie zwolnimy, jeśli będziemy tego potrzebować. Nie zwolniliśmy, głównie z poczucia, że powinniśmy „maksymalnie wykorzystać” podróż, na którą wydaliśmy realne pieniądze, żeby tam dotrzeć. Do szóstego dnia oboje byliśmy na ostatnich siłach, poirytowani drobnostkami i cieszący się aktywnościami zauważalnie mniej niż tymi wcześniej w podróży. Jeden celowo niezaplanowany dzień, najlepiej mniej więcej w połowie, sprawiłby, że druga połowa podróży byłaby znacząco lepsza, a nie tylko dłuższa.
Żaden z tych błędów nie zrujnował podróży. Większość z nich to rodzaj rzeczy, których uczycie się tylko, sparzywszy się raz. Ale jeśli choć jeden z nich zaoszczędzi wam opłatę za ponowną rezerwację, zimny wieczór albo niekomfortowy moment targowania się, warto było spisać to szczerze, zamiast wygładzać dla ładniejszej relacji z podróży.
Powiązane artykuły

Dlaczego unikać jeżdżenia na słoniach w Chiang Mai
Argumentacja dobrostanu zwierząt przeciwko jeżdżeniu na słoniach i pokazom w pobliżu Chiang Mai: uszkodzenia kręgosłupa, trening phajaan i dlaczego

Etyczne sanktuarium słoni w Chiang Mai: jak wybrać
Jak wybrać naprawdę etyczne sanktuarium słoni w pobliżu Chiang Mai: brak jeżdżenia, brak haka poganiacza, prawdziwe historie ratunku i sygnały

Wynajem samochodu lub skutera w Chiang Mai: prawo jazdy, ubezpieczenie, realia
Co naprawdę jest potrzebne, by legalnie wynająć skutera lub samochód w Chiang Mai: wymogi prawa jazdy, luki w ubezpieczeniu, kontrole drogowe i oszustwo z

Wynajem motocykla w Chiang Mai: licencjonowanie, ubezpieczenie i realia
Wynajem motocykla lub skutera w Chiang Mai — prawdziwe wymagania licencyjne, luki ubezpieczeniowe, oszustwa z kaucją do unikania i uczciwe realia

Sezon spalania w Chiang Mai: uczciwy przewodnik
Sezon spalania w Chiang Mai wyjaśniony: co powoduje mgłę dymną, jak bardzo pogarsza się jakość powietrza, które tygodnie są najgorsze i jak planować.

Doi Suthep
Górska świątynia ze złotym czedi nad Chiang Mai — schody Naga, widoki na miasto i dlaczego wczesny przyjazd bije tłumy autokarów i zamglenie.